KARKONOSZE skiturowy raj cz. I


Wjeżdżając od strony Wrocławia na Przełęcz Radomierską lub od Legnicy na Przełęcz Widok, ukazuje się nam widok głównego grzbietu Karkonoszy, wznoszącego się ponad tysiąc metrów nad dnem Kotliny Jeleniogórskiej. Wrażenie potęguje górujący nad grzbietem szczyt Śnieżki, spowity często chmurami. Tak może wyglądać nasz pierwszy rzut oka na skiturowy raj, jakim są te niewielkie góry. Niniejszy tekst ma przekonać Ciebie, Drogi Czytelniku, że warto te miejsca poznać osobiście.



Dlaczego skitury w Karkonoszach?

Odpowiedź jest prosta: bo to góry ciekawe, a z powodu swojej stosunkowo niewielkiej wysokości – niedoceniane. Oryginalny charakter gór (wyrównane grzbiety o charakterze wierzchowin, nad którymi wznoszą się łagodnie wypiętrzone partie szczytowe) pozwala początkującemu narciarzowi poruszać się na karkonoskim grzbiecie dość swobodnie. Może  zapoznać się ze sprzętem, poczuć pracę fok i wpaść w rytm turowania. Nie musi obawiać się trudności terenowych, stromych zjazdów w nieprzejeżdżonym śniegu czy zwracać uwagę na zagrożenie lawinowe. Za to  rozkoszuje  się w pełni białą przestrzenią, rozległymi widokami i niekiedy morzem chmur, wypełniającym doliny. Gęsta sieć schronisk, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie, sprawia, że skiturową wycieczkę można dzielić na przyjemne etapy, skracać, wydłużać, zależnie od aktualnej pogody i zapasu sił. Zakres tych możliwości poszerzają turystyczne przejścia graniczne (Uwaga! Zbyt częste odwiedzanie czeskich schronisk może spowodować trwałe uzależnienie od czeskiego piwa)
Z kolei zawansowani skiturowcy znajdą dla siebie ambitniejsze, czyli dłuższe i trudniejsze trasy ze zjazdami, które na pewno dostarczą im sporo przyjemności. Rejon Śnieżki (zwłaszcza od strony wschodniej), Smogornia i Mały Szyszak, szeroko rozumiany rejon Wielkiego Szyszaka i Łabskiego Szczytu wraz ze Szrenica to miejsca, gdzie można (uwzględniając parkowe ograniczenia) pojeździć, dysponując już większymi umiejętnościami w pozatrasowym narciarstwie.



Zacznijmy od końca, czyli... freeride 

Słowo to o ostatnich latach robi oszałamiającą karierę i wiele wskazuje na to, że dla każdego znaczy coś innego. Czy ten, kto wyjechał poza siatki ograniczające nartostrady i zrobił parę skrętów w lesie to już freeridowiec? A może na to miano zasługuje dopiero gość w kasku, z avalungiem i ABS-em, wyskakujący ze śmigłowca na szczycie Śnieżki (miejmy nadzieję, że taka wizja zostanie tylko  fantazją)? Pewnie każdy z nich po trosze. Łączy ich za to jedno – obaj czują radość jazdy w nieprzejeżdżonym śniegu i wręcz atawistyczną satysfakcję z wykreślenia swojego śladu w białej przestrzeni. Jeżeli przyjąć, że freeridowiec jest jednak związany z wyciągiem, to w rejonie Karpacza jego teren ogranicza się do jazdy po mniej lub bardziej gęstym lesie wzdłuż górnej Pomy (Karpacz). Nie bardzo podoba się to parkowym strażnikom, ale takie są fakty. Niektórzy kierują się bardzo w prawo w kierunku tzw. starego eso, a co bardziej odważni (lekkomyślni?) ujeżdżają wschodnie zbocza Kopy w okolicach Skałki, zjeżdżając w Kocioł Łomniczki i dalej do uroczego małego schroniska „Nad Łomniczką” (pyszne naleśniki). A to teren naprawdę niebezpieczny, najeżony skalnymi żebrami i lawiniasty. Za to ciekawy widok mają turyści, wchodzący na Śnieżkę. Znacznie bardziej powściągliwie patrzą na te wyczyny ratownicy GOPR. Znają teren z nocnej akcji lawinowej sześć lat temu... Z podobną rezerwą oceniają zjazdy ze Śnieżki Rynną Śmierci, która nieprzypadkowo została tak nazwana.
Obniżenie górnej stacji krzesełkowej na stokach Szrenicy spowodowało, że zjazd wzdłuż górnej części trasy zjazdowej, popularnie zwanej „ścianą”, znacznie się skrócił i stracił na atrakcyjności. Za to prawdziwe oblężenie przeżywa Kociołek Szrenicki, łatwo dostępny z górnej stacji kolejki. Cóż z tego, że później do mostku na żółtym szlaku trzeba przebijać się korytem potoku w kopnym śniegu przez gęsty las? (ukłony dla deskarzy!) Wiosną dosłownie pocięty plątaniną śladów nart i desek. A to przecież również teren zagrożony lawinami. W tym przypadku działa owczy pęd i złudne poczucie bezpieczeństwa w stadzie. Przykolejkowi narciarze znudzeni jazdą po „sztruksie”, widząc  lokalsów na  wschodnich zboczach Szrenicy,  udają się bezmyślnie za nimi. Tam zaś trzeba być czujnym i lepiej wilkowi (lawinie) w paszczę nie wchodzić (nie dać się zasypać). Można się z tego cieszyć, można ganić i wołać o pomstę do nieba, ale takie są fakty. Freeride jest modny i jego amatorów przybywa. Z kolei kameralny kociołek powyżej schroniska „Pod Łabskim Szczytem” stał się mekką amatorów skoków, akrobatycznych ewolucji i tym podobnych czynności, mających na celu skręcenie sobie karku. Mimo że kociołek mały, to lepiej uważać, bywały tam małe lawinki.  
Dla młodych wilków (nie tylko wiekiem, ale przede wszystkim duchem :-)) Karkonosze oferują po polskiej stronie co najmniej dwa atrakcyjne miejsca do „zabawy” w ski-alpinizm. Piszę „zabawy”, bo działanie to dostarcza dużo radości i satysfakcji dla uprawiających tę dyscyplinę, nie ma jednak nic wspólnego z beztroskimi i lekkomyślnymi igraszkami na ćwiczebnym poletku.
Pierwsze to Kocioł Małego Stawu ze schroniskiem „Samotnia” jako punktem wypadowym. Lodospady, widoczne gołym okiem z okien schroniska, opisywał dość dawno w „Taterniku” znakomity duet: śp. Jacek Mierzejewski i Tomek Kliś. Miejsce to oferuje komfortowe wspinanie w lodzie z widokiem na pobliskie schronisko, a po skończonej wspinaczce szybki powrót w dół, oczywiście na nartach. Najlepiej tak zakosić np. Mokre Zacięcie w Żlebie Fajkosza. Po skończonej wspinaczce odbyły się już dość zaawansowane próby zjazdów z „Niebieskiej Drabiny”, co przy dobrych warunkach śniegowych nie jest może wielkim wyczynem, na pewno jednak bardzo emocjonującym. Desek można oczywiście użyć wyłącznie jako wygodnego sposobu dotarcia do podstaw lodospadów. Pozostaje cała gama rozwiązań pośrednich do stosowania wedle osobistego  kaprysu. A potem... w ciepłej „Samotni”, przepełnieni satysfakcją ze wspinaczkowo-narciarskich dokonań dnia możemy delektować się pysznościami kuchni najpiękniejszego karkonoskiego schroniska. Za plecami ciepły grzejnik, za oknem widok jak z bajki, w tle smakowita muzyka, w ręku zimne piwo... Czy życie narciarza wysokogórskiego nie jest piękne?

Drugie z tych miejsc to Śnieżne Kotły, a właściwie Duży Kocioł, wschodni...

Więcej na temat skituringu w Karkonoszach w lutowym numerze GÓR 2 (153) 2007




2007-02-13

(KG)

informacje echa z gór biznes co gdzie kiedy relacje miejscówki skitury ludzie poradnik sprzęt katalog sprzętu/szpej test sprzętu cooltura biblioteka górska fotogaleria film strefa handlu sklepy górskie sklepy internetowe katalogi ogłoszenia drobne linki goryonline o nas kontakt reklama ostatnio dodane bloGORY Hyde Park GÓRY archiwum prenumerata konkurs TATERNICZEK