
Pojawienie się na księgarskim rynku wspinaczkowym przewodnika „Rudawy Janowickie” jest doprawdy faktem osobliwym. Jednego jednak powodu, dla którego powstał, nie sposób kwestionować. Otóż granitowe skałki, występujące licznie w obrębie tytułowego pasma, w przeciągu swojej ponad stuletniej historii eksploracyjnej, doczekały się do tej pory zaledwie dwóch opublikowanych opracowań.
Poprzedni przewodnik, obejmujący swoim zasięgiem najbardziej uczęszczaną grupę skał na stokach Sokolika, wydany został aż 20 lat temu. Choć miał on bardzo dopracowaną stronę faktograficzną, to jednak w ciągu tych dwu dekad stracił już znacznie na swojej aktualności, a na dodatek, w stosunku do dzisiejszych standardów, odznacza się mało przejrzystą formą przekazu.
Ponadto tak się akurat składa, że ostatnie dwa dziesięciolecia, to prawdziwy „boom” wspinaczki skałkowej w Polsce. Przez ten czas nasiliła się działalność eksploracyjna i znacznie wzrosła liczba osób uprawiających – w mniej lub bardziej zaawansowanej formie – ten rodzaj sportu.
Niestety, o ile środowiska wspinaczkowe z innych rejonów Polski dbają o popularyzację swoich „ogródków skalnych”, to wspinaczy z Dolnego Śląska cechuje wyjątkowa opieszałość w dokumentowaniu i publikowaniu własnej, dość umiarkowanej zresztą, działalności eksploracyjnej. Potwierdzeniem tej krytycznej uwagi może być kuriozalny fakt dotyczący Gór Stołowych – rejonu o największym nagromadzeniu skałek w Sudetach. Otóż prawie całe dotychczasowe dzieło eksploracyjne i faktograficzne tego obszaru jest efektem trudu wspinaczy środowiska łódzkiego i śląskiego.
Dlatego miłą niespodzianką jest ukazanie się, po 20 latach posuchy informacyjnej, nowego przewodnika po granitowych skałkach Rudaw Janowickich. Zwłaszcza że publikacja ta nie dotyczy wcale nadmiernie obleganych już skał Sokolika, lecz jest alternatywną propozycją wspinaczek w ciekawych sceneriach zamku Bolczów, Doliny Janówki, Janowickich Garbów i Janowickiego Grzbietu. Wszystkie te rejony znajdują się w zasięgu baz noclegowych Gór Sokolich, być może więc przewodnik ten stanie się dobrym impulsem do urozmaicenia sobie pobytu w najpopularniejszej wśród wspinaczy grupie skał na Dolnym Śląsku.
Mimo, iż opisane skałki są rozrzucone na rozległej przestrzeni, użytkownicy przewodnika nie powinni mieć kłopotów z ich odnalezieniem, gdyż autorzy sporządzili szczegółową topografię terenu w postaci mapek z dokładną lokalizacją każdej pojedynczej skałki. Szkoda jednak, że zdjęcia, które mają pomóc w identyfikacji określonych ścian i dróg, są tak małych rozmiarów. W przypadku tych najwyższych skał (np. Skalny Most, Fajka) te mini-fotografie są zupełnie bezużyteczne.
Zaletą niniejszego opracowania jest stosowanie graficznych symboli, zamiast zawiłych opisów, jak to miało miejsce w przewodniku Kazimierza Głazka i Władysława Janowskiego z 1986 roku. Tym samym autorzy umiejętnie sprostali zadaniu, jakie stawia się przewodnikowi, a więc przede wszystkim uprzystępnianiu wiedzy o rejonie jak najszerszemu kręgowi osób. Dlatego też nie zapomniano tu o miłośnikach wspinania spoza granic naszego kraju, tłumacząc zawarte informacje na język angielski, a także niemiecki i czeski.
Wśród sygnaturek graficznych brakować może niektórym przysłowiowych gwiazdek, nadawanych zwyczajowo drogom, odznaczającym się wyjątkową „urodą”. Nie jest to jednak dużym mankamentem, gdyż wszyscy wiemy, że kwestia urody bywa rzeczą subiektywną. Znacznie większym niedopatrzeniem jest generalizowanie lub też błędne określenie charakteru wspinania na danej ścianie. Przykładem niech będą popularne ścianki Malinowej, gdzie wiele dróg przedziera się rysami i okapami, a tylko niektóre wiodą pionową płytą. Na Urwistej, wskazane drogi tak naprawdę omijają okap, a tylko projekt próbuje przebić się przez jego środek. Znana dobrze autochtonom, najdłuższa ściana Fajki, wg oznaczeń autorów utraciła, niestety, swój główny atut, czyli przewieszenie. Tego typu nieścisłości, bywa więcej.
Pochwalić autorów należy za to, że nie zbagatelizowali, tak jak to uczynił Jerzy Kolankowski w swoim przewodniku z 1971 roku, eksploracyjnej roli przedwojennych, niemieckich wspinaczy. Brakuje jednak informacji o pierwszej śmiertelnej ofierze Skalnego Mostu. W 1931 roku zginął tu Walter Tuffeck z Kamiennej Góry, co przez długi czas upamiętniała metalowa tablica, która niespodziewanie zniknęła stąd, pod koniec lat 80.
Wracając do strony ilustracyjnej niniejszego opracowania, pewien niedosyt można odczuwać z powodu małej ilości zdjęć stricte wspinaczkowych. Już sama okładka, wydaje się zbyt słabo przyciągać oko potencjalnych wspinaczy. Owszem, sylwetka Skalnego Mostu jest imponująca, ale stanowi zachętę do pokonania jego urwistych ścian, skoro brak na nich, uczepionego do skały wspinacza? Bogatszy zestaw wspinaczkowych fotografii, ubarwiłby zapewne przewodnik i jeszcze lepiej zareklamował opisywany rejon, wszak żyjemy w czasach kultury, w której czytanie książki rozpoczyna się od przeglądania zdjęć.
Liczne, skrupulatnie wykonane schematy rysunkowe, w przypadku mniejszych skałek, są na ogół czytelne. Problem jednak pojawia się przy odczytywaniu gęstej siatki dróg na turniach o większych rozmiarach. Wydaje się, że tak wybitnym skałom, jakimi są znane od dawna ze swych wyjątkowych walorów wspinaczkowych Skalny Most i Fajka, należało poświęcić trochę więcej miejsca i uwagi. Tymczasem szkic południowo-zachodniej ściany Mostu (błędnie określonej, jako północna, na ryc. B) jest kompletnie nieczytelny.
Po macoszemu został potraktowany jeden z największych w Polsce okapów, zwany Piecem. A szkoda, bo już nawet Piotr Korczak ponętnym okiem spoglądał kiedyś na jego potężny wysięg. Dróg tam wciąż wprawdzie niewiele, ale to nie powód, by ich nie wrysowywać w ogóle. Zwracającą uwagę omyłką jest też niewłaściwie dopasowane zdjęcie do schematu zachodniej ściany Krowiarek i nieprawidłowo przedstawiony przebieg drogi Radość o poranku.
Podsumowując: wyliczane błędy i niedociągnięcia nie są w stanie umniejszyć zasług Konrada Burzawy i Artura Sobczyka w eksploracji i popularyzacji nowych sektorów wspinaczkowych w Rudawach Janowickich. Stworzony przez nich rejestr dróg (a wymienili ich aż 215!) nie zamyka wcale potencjału możliwości eksploracyjnych tego rejonu. Przeciwnie; na ukazanych schematach graficznych jest jeszcze wiele miejsca na nakreślenie nowych tras wspinaczkowych. Przewodnik jest więc ciekawą ofertą, nie tylko dla miłośników skał, którzy ponad gwar gawiedzi, przedkładają łagodny dźwięk natury, ale i dla wszystkich tych, którzy chcieliby na pionowych ścianach Sudetów zostawić także i swój twórczy ślad.
Janusz Krajewski
Konrad Burzawa i Artur Sobczyk: Rudawy Janowickie Wydawnictwo Sudetica Verticalia, Wrocław 2006. Stron 146, papier kredowy, zdjęcia czarno-białe i kolorowe, liczne szkice skal, mapki i rysunki.
"Góry", nr 11 (150) listopad 2006
(kg)