
Za nami pierwszy dzień festiwalu. A raczej należałoby powiedzieć pierwszy dzień głównej odsłony, bo przecież za nami dwa wieczory filmowej uczty w kinie Ars i klubie Alchemia.
Festiwalowa publiczność (fot. Wagabunda)
Festiwalowy piątek to w pewnym sensie kontynuacja tegorocznego preludium, czyli przede wszystkim obraz - obraz z taśmy filmowej i ten z kliszy aparatu. Szczególnie duże zainteresowanie wzbudził jak zawsze maraton filmów ze słynnego kanadyjskiego Banff. Dynamika, świetne zdjęcia i "temat" musiały budzić emocje. Na kilka dobrych godzin mogliśmy zatopić się w świecie ekstremalnego kosmosu, bo jak inaczej nazwać szalone sporty - synonim wolności, pasji, łamania jakichkolwiek barier. Ale czy to w ogóle da się ująć słowami? Ze wspinaniem sąsiadowały na ekranie narty ("Anomaly"), kajakarstwo ("Mission: Epicocity"), Base Jump ("2nd BASE")... i szeroko pojęty świat natury ("Conversing with Atoeaora"). Oglądając filmowe kadry łatwo zarazić się sportową pasją i chociażby dlatego warto było (i będzie) zasiąść na festiwalowej sali.
Piątek to również pierwsza część prelekcji. Opowieść słowami i slajdami o górach wysokich oraz opowieść obrazem (głównie obrazem) o sportowym, skalnym wspinaniu. Prelekcje młodych, świetnych wspinaczy - Łukasza Depty, Mateusza Haładaja i Jana Kuczery. Skromne, oszczędne, ale bardzo prawdziwe.
.jpg)
Jan Kuczera podczas prelekcji (fot. Wagabunda)
Swoją premierę miały również targi festiwalowe.
Stoisko firmy Alpinus w ramach kiermaszu outdoorowego (fot. Wagabunda)
Na zakończenie organizatorzy zafundowali publiczności "podwójny pokaz", konfrontację dwóch filmowych światów. Dwa jakże różne obrazy - archiwalny "Odwrót" Jerzego Surdela i współczesny "King Lines" Josha Lowella i Petera Mortimera.
Za nami festiwalowy przedsmak. Bo przecież weekend zapowiada się arcyciekawie i bardzo różnorodnie. Od samego rana propozycje polskich reżyserów, ubiegających się o Grand Prix KFG 2007. A potem nieskończenie wiele innych atrakcji...
(kg)