Kolejny raz z Żożem i kolejny raz na Eldorado. Opel Astra I camper, radośnie mknie przez obertrubachowe zakręty w kierunku światełka w tunelu naszej niepewności.
Kolejny raz z Żożem i kolejny raz na Eldorado. Opel Astra I camper, radośnie mknie przez obertrubachowe zakręty w kierunku światełka w tunelu naszej niepewności. Już jesteśmy, skała z dołu wydaje się sucha... Rozwieszam ekspresy. Jestem tak napięty, że dwie przystawki do drogi, które zrobiłem pierwszego dnia, kończą się przy wejściu w Raubrittera... ponieważ nie wyjąłem ręki spod liny, przy ruchu do dwójki. Pogoda dobra, chłodno i sucho. Kolejne próby i znowu nic... Spadam po raz czwarty z dwóch ostatnich ruchów, już wyżej się nie da - było za nerwowo. Końcówka Stone Love'a oferuje dość solidny i dynamiczny bulder po dwójkach, który po prawie 30 ruchach w masywnym przewieszeniu może nieźle namieszać... i namieszał. Ostatni dzień wyjazdu, warunki zaczynają się pogarszać, robi się ciepło i wilgotno. Pierwsza próba na przehaczenie i atakeeee!!!... Już karabinek zjazdowy???... Przecieram oczy i budzę się w zupełnie innej rzeczywistości..."jak narkotyk"...
Infinity 11-/11 (8c+) RP padła 2 VIII 2007 roku.