facebook  youtube  vimeo
Górski magazyn sportowy - Góry
2010-02-14

Pare chwil na wielkiej ścianie.

Cisza. Po wyłączeniu palnika powieki same mi opadly, a pamiętnik zgubił się w śpiworze. Za parę godzin, łysy rozjaśnił ścianę, a ja otworzyłem oczy...

Ciemno. W ciszy miarowo bzyczał bezlitosny budzik.
Ledwo otworzyłem oczy i zaraz znowu zamknąłem, żeby dospać jeszcze piec minut. Po pół godzinie obudziłem się nerwowo z poczuciem winy. Pierwsza czynnością jest gimnastyka, wiec zacząłem bez odwlekania, od razu. Senność prysnęła jak mydlana banka. Ból. Miarowo zaciskałem i prostowałem opuchnięte dłonie. Gimnastykowałem je, żeby zrobić śniadanie i napisać parę slow w ścianowym pamiętniku. Opuchlizna ograniczała ruchy, ale nie ustawałem. Rozruszałem nabrzmiałe stawy, rozerwane paznokcie i niegojące się zadrapania. Ból dokuczał, ale szybko zapomniałem o nim delektując się pierwszymi łykami kawy. Poranna kawa jest częścią niezmiennego rytuału. Dwukrotnie tylko obyłem się bez niej. Raz, kiedy nade mną szalała burza i kiedy skończyła się kawa, więc musiałem uśmiechnąć się do herbaty.
 

Wschód słońca. Siedziałem jeszcze w śpiworze wiedząc, ze ciepło niedługo do mnie dojdzie.
Zza grani wyłaniał się pierwszy promień, a następne niecierpliwie czekały w kolejce. Przyniosły mi optymizm i dobra energie. Kończyłem owocowe śniadankoi i ostatnie zdania w notatniku szalonego solisty. Rozsypane okruszki crunchy pozbierałem ze śpiwora i zjadłem tak, żeby nic się nie zmarnowało. Zapisałem:
„Na szczęście nie skończyłem jeszcze drogi. Wprawdzie planowałem być już w dolinie, ale jakoś przedłużyło się. Deszcz, lenistwo na biwakach, strata czasu na mijance… Teraz pewnie budziłbym się w namiocie na Camp4, a tak jestem w środku ściany. Lepiej byc tu niż tam. Zwłaszcza dzisiaj, bo przecież dzisiaj sa moje urodziny. Tak wyszło. Samo złożyło się i wypadło w pionowym świecie El Capitana. Dzięki.”
Czułem już słoneczne gorąco na twarzy i znajome uczucie spóźnienia, bo jeszcze nie zacząłem się wspinać.

Czas na wspinanie.
Wyciąg. Zjazd. Czyszczenie. Holowanie worów. Pojedynek z wiatrakami i wędrującym słońcem.

Rozłożyłem biwak.
Jaka to ulga położyć się! Zbyt długo zapatrzyłem się na czerwony zachód słońca, dlatego szybko wskoczyłem do śpiwora, żeby rozgrzać ochłodłe nogi. Zupa i herbata. Cisza. Po wyłączeniu palnika powieki same mi opadly, a pamiętnik zgubil sie w śpiworze. Za parę godzin, łysy rozjaśnił ścianę, a ja otworzyłem oczy. Zapomniałem wziąć tabletek przeciwbólowych, wiec zanurzyłem się w woreczku pana doktora Pomóż Sobie Sam Cwaniaczku. Łyknąłem je na sucho i w pospiechu, bo szybko chciałem zasnąć. Przecież już niedługo znowu będę gimnastykował obolałe dłonie, żeby napić się kawy i zapisać parę slow…

Na ścianie El Capitana spędziłem około pięćdziesięciu samotnych dni.


A co przyniesie jutro…?
www.reganclimbing.com
 






 
 
Regan - 2010-02-15 14:34:08
Na kasku jest napisane - Papillon....
 
 
Lukasz Warzecha - LWimages - 2010-02-15 11:16:14
Marek, moge zapytac co masz napisane flamastrem na swoim kasku? Czy to Twoj scianowy notatnik z okladka Ansela Adams'a? :-)....
 
Regan
...i góry.

 
 









Góry magazyn sportowy
góry | skały | baldy | relacje | artykuły | będzie | było | skitury | slackline | miejscówki | biblioteka | film | foto | ludzie | nasze skały | biznes info | szpej | katalogi | testy | poradnik | Bezpiecznie w GÓRACH: GOPR / PZU | poradnik GORE-TEX | społeczność | bloGORY | hyde park | forum | GÓRY archiwum | prenumerata | sklep GORYonline | PolarSport | Marabut | konkurs | ostatnio dodane |
O nas | Reklama | Kontakt | Praca

Copyright 2004 - 2012 Goryonline.com