W pewnym sensie uprawianie himalaizmu bez prawidłowej aklimatyzacji i bez używania dodatkowego tlenu na ekstremalnych wysokościach można zaliczyć do tej samej kategorii co boks, który tak jak „himalaizm beztlenowy” niesie za sobą ryzyko trwałego uszkodzenia mózgu.
Tu pojawia się, trwające już przynajmniej jedno stulecie, starcie pomiędzy ideą czystości stylu a ceną jaką organizm himalaisty płaci za „beztlenowe” wejście. Na szali, po jednej stronie znajduje się niezdrowo podsycana „beztlenowa” rywalizacja i laury prawdziwego, czystego wejścia, po drugiej deprecjonowany jako niesportowy lecz chroniący mózg - himalaizm „tlenowy”.
.... więcej w artykule "Mózg Himalaisty" w lutowym numerze Magazynu Góry....