Zimą, pokryte grubą warstwą śniegu, mogą być celem pięknej wyprawy skiturowej. By móc się nią w pełni cieszyć, konieczna jest jednak idealna, prawie bezwietrzna pogoda, ponieważ trasa wycieczki prowadzi długim fragmentem grani na wysokości około 2000 m. To narciarska przygoda, którą polecamy tym czytelnikom GÓR, którzy posiadają już pewne doświadczenie w „foczeniu”. Może zachęcą ich do wyprawy moje wspomnienia…
Narciarska przygoda – gdzieś pomiędzy niebem a ziemią...
Czerwone Wierchy to cztery z pozoru nietrudne szczyty, ale wycieczka narciarska ich graniami to całodzienna wyprawa wymagająca umiejętnej oceny lawiniastości stoków, doświadczenia i dobrej kondycji. Najładniej pisze o tym przejściu nasz skiturowy ekspert, Józef Oppenheim: Jedna z najwspanialszych wysokogórskich dróg narciarskich w okolicach Zakopanego, o przepięknej scenerji krajobrazowej, długim kilkukilometrowym zjeździe i olśniewającym widoku na Tatry. Wymaga jednak pełnego opanowania techniki zjazdowej, dość dużej wytrzymałości (trwa bowiem około ośmiu godzin), bezwietrznej lub małowietrznej pogody oraz możliwych warunków śnieżnych na grani.
Fot. Wojtek Szatkowski
Podczas mgły – droga więcej niż niebezpieczna. Szlak narciarski przez Czerwone Wierchy prowadzi cały czas granią, szeregiem kopulastych na ogół szczytów, jednakże silnie podciętych skałkami z obu stron, tak że obsunięcie się z grani Czerwonych Wierchów zagraża życiu. Na samej grani za Ciemniakiem wytyka często zwał głazów i trzeba dobrze z dołu wypatrzeć, co się w danym dniu na Czerwonych Wierchach święci, aby nie trafić na oblodzone partje, przetykane wystającymi kamieniami. Przejście Czerwonych Wierchów zmienia się wtedy w mordęgę (J. Oppenheim, Szlaki narciarskie..., s. 97).
To wszystko święta prawda. Aby ustrzec się przed niebezpieczeństwami takimi jak huraganowy wiatr na grani, warto przed planowaną wycieczką na Czerwone Wierchy zaglądnąć na strony internetowe z prognozami pogody w Tatrach (na przykład www.new.meteo.pl). Dobrze też zasięgnąć informacji o warunkach na grani u dyżurnego ratownika TOPR. Przejście Czerwonych Wierchów w kurniawie ma znamię wyczynu sportowego, który będziemy wspominać w domowych pieleszach bardzo długo, ale przyjemnością z pewnością nie jest. Ze sprzętu warto wziąć raki i czekan.
Wycieczka oferuje rozległe, zimowe widoki na Tatry Zachodnie i Wysokie, daje też sposobność obcowania z tatrzańską przyrodą, czasami możliwość spotkania z kozicą, a nawet z niedźwiedziem brunatnym. Tadeusz Zwoliński tak wychwalał te widoki: Wycieczka grzbietami Czerwonych Wierchów należy do najłatwiejszych wypraw szczytowych w okolicy Zakopanego; widok, zwłaszcza z Krzesanicy, rozległy i wspaniały.
Fot. Wojtek Szatkowski
Trudności technicznych nie spotykamy wcale, idąc utartym szlakiem, lecz zbłądzenie i zejście z grzbietu może być zgubne, zwłaszcza w razie mgły, gdyż kopiaste, łagodne szczyty czerwonych Wierchów popodcinane są od dołu w wielu miejscach przepaścistemi ścianami wapiennymi.
Całość artykułu znajdziecie w GÓRACH, nr 11 (210) listopad 2011.