

Centrala TOPR z zewnątrz (fot. Marcus)
Ruch był raczej niewielki, a tłum prawie wyłącznie robiła wycieczka dzieci przebywających na kolonii. Na pierwszy ogień poszła słynna toprowska dyżurka. To tu siedzi kierownik dyżuru, odbiera się telefony alarmowe, przyjmuje zgłoszenia i właśnie tu zapadają strategiczne decyzje odnośnie akcji, czyli ile ludzi, gdzie i jaki sprzęt wysłać.

Wnętrze dyżurki (fot. Marcus)
Warto może przy okazji dodać, jak wygląda praca ratowników „na dyżurze”. Cykl trwa 7 dni i pełni go na stałe trzy osoby: kierownik dyżuru, dyżurny kierowca i telefonista, przy czym te dwie ostatnie funkcje poza sezonem pełni się 12 godzin w centrali i 12 godzin na nasłuchu w domu. Dodatkowe siły wzywane są w razie potrzeby telefonicznie, a teraz, w dobie cięć środków finansowych, TOPR często posiłkuje się siłami Członków Ochotników.
Drugą ciekawostką była możliwość odwiedzenia magazynu sprzętu wyprawowego, czyli tzw. „szafy”. Jest to dosyć spore pomieszczenie, wypełnione regałami i stojakami pełnymi sprzętu na najrozmaitsze okazje. Panuje tu iście wojskowy porządek, wszystko jest posegregowane, złożone, umyte i gotowe do natychmiastowego użycia. W trzech oddzielnych sektorach zgromadzony jest szpej na akcje ścianowe i lawinowe, sprzęt do ratownictwa ogólnego, taki jak leki, nosze, śpiwory i sprzęt do ratownictwa jaskiniowego. To właśnie z szafy ekwipowani są toprowcy przed każdą akcją. Ponadto, każdy z ratowników posiada własną szafkę, gdzie trzyma odzież i sprzęt osobisty.
Na zdjęciu poniżej widoczne są trasery do oznaczania lawiniska, bębny ze stalową linką do zjazdów (100 m waży 15 kg), a w prawym dolnym rogu nowość w TOPR: lina Dyneema o wytrzymałości ponad 5 ton. Lekka, mocna i trwała zastępuje linkę stalową w wielkościanowych akcjach ratunkowych.

Sprzęt do ratownictwa lawinowego i ścianowego (fot. Marcus)

Szpejowy raj (fot. Marcus)
Sprzęt do ratownictwa jaskiniowego jest nieco odmienny od "powierchniowego" i jest stosunkowo rzadko używany. Ratownicy jednak muszą być w pełni przygotowani do specyfiki prowadzenia akcji pod ziemią. Kaski, czołówki, setki metrów lin statycznych, karbit, węgiel do ogrzewania, dziesiątki karabinków i pętli, przedłużacze, agregaty prądotwórcze i tradycyjny, kablowy sprzęt do łączności:


Sprzęt do ratownictwa jaskiniowego (fot. Marcus)
Trzecią rzeczą do zobaczenia w Centrali był półgodzinny film instruktażowy odnośnie pierwszej pomocy przedmedycznej. Edukacji w tej dziedzinie nigdy za wiele i dobrze, że przy okazji poznawania pracy TOPRu można było odświeżyć lub poznać tę dziedzinę wiedzy.
Naprzeciwko Centrali, w parku linowym odbyła się prezentacja sprzętu i pokazy technik linowych. Można było między innymi zobaczyć ambulans TOPRu i choć nie jest to strona o motoryzacji, pozwolę sobie opisać ten pojazd nieco szerzej. Jest to samochód Land Rover Defender 110 z silnikiem 2,5 litra, diesel i mocy 112 KM i stałym napędem na 4 koła. Defender od lat wyznacza standardy osiągów, niezawodności i prostoty konstrukcji w tej klasie samochodów, szybko stał się autem wręcz kultowym i w środowisku znawców ma opinię niestrudzonego muła roboczego. Wyposażony jest dodatkowo w podstawowy sprzęt ambulatoryjny, defibrylator, tlen i leki.

Ambulans Land Rover (fot. Marcus)

Wnętrze ambulansu (fot. Marcus)
Odbywały się również szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, konkursy wiedzy dla dzieci, z wiedzy o przyrodzie Tatr, pierwszej pomocy i ogólnej wiedzy turystycznej i przygotowaniu do wędrówki po górach. Jak zwykle TOPR połączyło przyjemne z pożytecznym, i słusznie zresztą, bo jak zauważyłem podczas tegorocznych wycieczek w sezonie, ogólna średnia wiedzy o górach w naszym kraju, jest raczej na niskim poziomie. Przy okazji wystawiono sprzęt, którym dawniej używano w Pogotowiu i widać, jak ogromny postęp dokonał się w tej dziedzinie. Tylko jakoś buty oparły się rewolucyjnym zmianom... Przy okazji można też było załoić:

Szkolenie z udzielania pierwszej pomocy (fot. Marcus)

Dawne narty i sanki do zwożenia poszkodowanych (fot. Marcus)

Liny, nosze francuskie, plecak, lampka i kołnierz (fot. Marcus)

VI.5+/ VI.6 =] (fot. Marcus)
Ostatnią atrakcją, było to, co nieodłącznie kojarzy się z TOPRem, czyli śmigło. Sokół, a dokładniej PZL W3A Sokół stacjonuje nieopodal szpitala im. Tytusa Chałubińskiego i używany jest do szybkiego transportu ratowników i poszkodowanych z miejsc trudno dostępnych. Wyposażony jest w sprzęt medyczny, defibrylator, respirator, dwa komplety noszy i wyciągarkę z 50 m liny stalowej i udźwigiem 270 kg. Gdy ta długość lub udźwig jest niewystarczająca załoga korzysta z 100 lub 200 -metrowej liny syntetycznej. Co ciekawe, w ogonie maszyny znajduje się zdublowany sprzęt medyczny i wspinaczkowy, który podzielony jest na gotowe pakiety, które w razie konieczności można wykorzystać podczas akcji, lub zrzucić potrzebującym ekipom.

Sokół na lądowisku (fot. Marcus)

Miejsce pracy pilota (fot. Marcus)
Podstawową załogę stanowi pięć osób: dwóch pilotów, pokładowy, lekarz i ratownik. W razie potrzeby sokół może zabrać jeszcze trzech ratowników. Technikalia: napęd stanowią dwa silniki po 780 KM każdy, prędkość maksymalna to 260 km/h a przelotowa 235 km/h ,a Sokół potrafi wznosić się w tempie 8,5 m/s. Pilot na miejscu objaśniał pewne zagadnienia pilotażu, obsługi maszyny i wykorzystania jej w ratownictwie. Opowiadał również o niektórych akcjach z wykorzystaniem śmigła. Chciałbym tu również wyjaśnić, że TOPR nie używają dlatego polskiego Sokoła, bo na nic lepszego ich nie stać. Jest to konstrukcja, która w swojej klasie, do tego użytku nie ma sobie równych. Konkurencja, jak np. amerykański Bell 412 nie dorównuje parametrami lotu, precyzją i „pancernością”. Podczas prezentacji na Korsyce pilotom z różnych krajów, po próbnym locie Sokołem, jak to określił oprowadzający nas pilot „oczy wyszły na wierzch”. Jak się dowiedzieliśmy, po tym fakcie Włosi zakupili Sokoły dla służb ratowniczych w niektórych rejonach Alp. Śmigłowiec jest również niemal nowy, kadłub ma 6 lat, i jest należycie serwisowany, przeglądy mały i duży odpowiedni co 100 i 300 godzin lotu. Zaskoczyła mnie opowieść jednego z ratowników, który stwierdził, że zależnie od warunków pogodowych piloci są w stanie zbliżyć się wirnikiem na odległość 1 metra od skały. Można sobie wyobrazić jak trudne jest to zadanie w górach, przy nieokiełznanym wietrze.


Wyposażenie przedziału medycznego (fot. Marcus)
Można też było zobaczyć hangar, w którym przechowywany jest śmigłowiec. Znajduje się tam podstawowy sprzęt do jego obsługi, kosiarki i odśnieżarki do przygotowania lądowiska,a także siłownia, mała ścianka i chwytotablica do trenigów. Tak bardzo amerykańsko, w hangarze… :).
Wystawiony był również sprzęt, wiertarka elektryczna, kombinezon neoprenowy na wypadek akcji w wodzie, nadajnik systemu Recco, nosze francuskie i różnego rodzaju nosze wannowe tzw. pulki, używane zimą.

Nosze i kombinezon neoprenowy (fot. Marcus)

Nosze wannowe, francuskie i nadajnik Recco (fot. Marcus)

Zaplecze Sokoła i siłownia (fot. Marcus)
Dokończenie relacji: www.drytooling.com.pl.