facebook  youtube  vimeo
Górski magazyn sportowy - Góry

Bulderowy sylwester pod Barceloną

Siurana to rejon idealny dla leniwych. Pierwsze sektory zaczynają się już 50 metrów od campu, a i do najdalszych nie trzeba daleko chodzić. Bulderki są zazwyczaj mocno przewieszone, ale za to po dobrych niekasujących chwytach... Magazyn GÓRY
M. Ciesielski
dyskusji wokół Cerro Torre ciąg dalszy, czyli Włosi są raczej oburzeni
nawiązując do tego: http://www.goryonline.com/blogwpis-5201
M. Ciesielski
Warsztaty sprzętowe Petzla już za dwa dni!
w sobotę zapraszam wszystkich na Zakrzówek zainteresowanych sprzętem zimowym oraz nowościami z firmy Petzl
Tekst i zdjęcia: Maciek Szopa

Listopadowy wieczór, ciepła herbatka, pasjonująca relacja z zawodów curlingowych na Eurosporcie, opuszki ciągle niezagojone po niedawnym wypadzie do Blo… Rest całkowity… Z błogostanu wyrywa mnie telefon od Kruczka:
– Sylwester, promocja na loty do Barcelony, wchodzisz w temat?
– Ale crasha bierzemy?
– Jasne!
– No to rezerwuj bilety, ciśniemy!

Od tego się zaczęło i już parę tygodni później przemieszczaliśmy się wynajętym bolidem marki Seat Ibiza, krętą górską drogą w kierunku pierwszego naszego celu którym, była:

Siurana


Miejscówka raczej mało kojarzy się z bulderingiem, ale zainspirowani fotkami Daniego Andrady z lokalnych ekstremów i kilkoma filmikami wyczajonymi w sieci, jesteśmy dobrej myśli. Tym bardziej, że właściciel jedynego campu w Siuranie, Antonio Arbones, obiecał w cenie noclegu udostępnić nam niepublikowane bulderowe topo rejonu. No i extra. Na miejsce docieramy około północy i… całujemy klamkę. Wszystko pozamykane, światła pogaszone, a na pukanie i trąbienie nikt się nie zgłasza. Stoimy przed schroniskiem w totalnej zlewie (jak mieć szczęście, to po całości):
– Pisałeś, że przyjedziemy w nocy?
– Pisałem. Odpisał, że będzie czekał!
– Kur….!
Zasypiamy na parkingu, słuchając bębnienia deszczu o dach samochodu, myśląc o jutrzejszej rozmowie z właścicielem i zastanawiając się, jak będzie „ty pedale” po hiszpańsku :).


Kruczek na trawersie za Sant Joan de Villatorad

Wspinanie

Na szczęście nazajutrz wszystko kończy się dobrze i po obowiązkowej kawce w barze, zaopatrzeni w rysowane kredkami topo udajemy się na poszukiwanie przystawek.

Siurana to rejon idealny dla leniwych. Pierwsze sektory zaczynają się już 50 metrów od campu, a i do najdalszych nie trzeba daleko chodzić. Bulderki są zazwyczaj mocno przewieszone, ale za to po dobrych niekasujących chwytach. Dużym plusem jest możliwość wspinania nawet w deszczu, choć wtedy prościutkie i uklamione wyjścia mogą się znacznie utrudnić. Ale jak to mówią, dobry koń to i po błocie pociągnie :). Potwierdzając to przysłowie, Kruczek rozprawia się z klasykiem Loco Total 7C, twierdząc, że troszkę sapał tylko dlatego, iż na ostatnich ruchach woda ciekła mu po łokciach :).

Po dwóch dniach ostrej walki z przewieszeniami i niesprzyjającą pogodą znów przemieszczamy się hiszpańskimi drogami w kierunku Barcelony i naszego celu numer dwa, którym jest:

Can Boquet

Leżący pod samą Barceloną granitowy rejon jest jednym z największych w Hiszpanii. Dostępne w sieci topo sporządzone przez lokalsów opisuje ponad tysiąc problemów. Po ponaddwugodzinnych poszukiwaniach najlepszego ponoć sektora Classic i przejechaniu chyba wszystkich polnych dróg w okolicy miasteczka Cabrils przekonujemy się, czemu Can Boquet mimo swojego ogromu nie stał się klasycznym miejscem pielgrzymek bulderowców. Już pierwsze dotknięcie skały przekonuje nas, że długo się nie powspinamy. Gruboziarnisty granit powoduje, że każdy dynamiczny przechwyt zdziera kolejną warstwę skóry.
– Przecież to jakiś pieprzony Petrohrad czy inna Krzyworzeka – marudzę jak stara baba, a wrażenie déjà vu pogłębia się z każdym pokonanym bulderem.

Napotkani Szwedzi również dają do zrozumienia, że skała parzy przy każdym obsunięciu się ręki po wielkich ziarnach :). Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko po trzech godzinkach wspinania powiedzieć dość i przeparkować się do kolejnego rejonu, którym jest:

Savassona

Zgodnie z zasadą, że po latach chudych następują lata tłuste (w tym wypadku tłuste rejony), Savassona okazuje się całkiem przyjemną miejscówką...

Dokończenie artykułu - opisy innych rejonów wraz z informacjami praktycznymi: GÓRY, nr 1-2 (188-189) styczeń-luty 2010.
 

 
Dodane 2010-04-02 przez: Goryonline
Dodaj do: Facebook Wykop Twitter MySpace
 
 



Góry magazyn sportowy
góry | skały | baldy | relacje | artykuły | będzie | było | skitury | slackline | miejscówki | biblioteka | film | foto | ludzie | nasze skały | biznes info | szpej | katalogi | testy | poradnik | Bezpiecznie w GÓRACH: GOPR / PZU | poradnik GORE-TEX | społeczność | bloGORY | hyde park | forum | GÓRY archiwum | prenumerata | sklep GORYonline | PolarSport | Marabut | konkurs | ostatnio dodane |
O nas | Reklama | Kontakt | Praca

Copyright 2004 - 2012 Goryonline.com